Wspólnota

Zimą dowiedziałam się czegoś ważnego o sobie i o ludziach nazywanych potocznie „wykluczonymi”. Już wiem, że wszyscy w równym stopniu potrzebujemy domu, bliskości i uwagi. Nie wszyscy natomiast potrafimy o to zadbać, wielu z nas boi się okazywać uczucia, a jeszcze inni chowają się za maską obojętności.

Uczestniczyłam, wtedy jeszcze jako rzecznik prasowy Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, w spotkaniu Zarządu Głównego, które odbywało się w Ośrodku Wsparcia dla Kobiet w Zabrzu. Dzięki kierowniczce Ośrodka mogłam poznać podopieczne, zobaczyć, jak im się tu żyje. Pierwszy raz byłam w takim miejscu, gdzie przebywają osoby… No właśnie, jakie? Bezdomne? Wykluczone? Potrzebujące pomocy i wsparcia? Do tej pory te wyrazy były dla mnie ważnymi, ale tylko słowami. Bardzo chciałam zobaczyć to miejsce, poznać je bliżej, poczuć jego atmosferę.

Byłam lekko zaskoczona, kiedy szefowa ośrodka powiedziała, że musi zapytać o zgodę panie, które dzisiaj pełnią dyżur. To one mogą pokazać mi Ośrodek i o nim opowiedzieć. Takie panują tutaj zwyczaje. Czekam i już po chwili dwie sympatyczne kobiety w średnim wieku witają się ze mną. Są podobnie jak ja lekko speszone. Rozpoczynamy wędrówkę po zadbanych korytarzach, pokojach, spiżarni, kuchni. Jest schludnie, czysto i przytulnie… jak w domu. W pokojach pluszaki, gazety, książki, kobiece drobiazgi. W sali telewizyjnej brzęczy odbiornik, młoda mama usypia niemowlę, a w kuchni słychać naradę. Zaciekawiona pytam, co oznacza grafik wiszący na tablicy w kuchni. Dyżurne opowiadają o zasadzie przygotowywania wspólnych posiłków, układania menu, robieniu zakupów. Każdego tygodnia inna Pani odpowiada za „sztukę kulinarną”. Muszą się dogadać, co i kiedy ugotować, kiedy i za ile zrobić zakupy, co będzie dla dzieci, a co dla dorosłych na śniadanie, obiad i kolację. Na końcu odwiedzamy kaplicę. Ciche miejsce na modlitwę… w architektonicznym designie kopalnianego korytarza. Panie z zaangażowaniem odpowiadają na moje pytania o codzienność. Wszystko pokazują mi z dumą i radośnie zaglądają mi w oczy, szukając aprobaty? Podziwu? Zainteresowania? Jestem pod wrażeniem i z trudem ukrywam wzruszenie.

walk-family-sun-sunset

Tego dnia dowiedziałam się czegoś ważnego. Dla osób bezdomnych, wykluczonych, potrzebujących pomocy – tak samo jak dla mnie – ważne jest poczucie odpowiedzialności, możliwość podejmowania decyzji, samodzielność w prostych, codziennych czynnościach i uznanie. Zwyczajne ludzkie poczucie, że jest się potrzebnym, robi się dobrą robotę dla siebie i dla tych, którzy są blisko. Dla tych, którzy w tej chwili są razem z nami, w tym konkretnym miejscu i czasie. Dzielą się z nami swoimi troskami i radościami. Każdy na swoją miarę. Bo dom to przecież wspólnota… i cóż z tego, że nie wszystkie cechy definicji pasują do tej właśnie wspólnoty. Jest Domem przez duże D dla ludzi takich samych jak ja i Ty.

Autor:
Beata Butwicka
Beata Butwicka

W okresie od lipca 2015 do czerwca 2016 pełniła jako wolontariusz funkcję rzecznika prasowego Zarządu Głównego Towarzystwa Pomocy im.św. Brata Alberta.